Blog

Jaskółki

2012-01-25 15:21:56, komentarzy: 42

 

Oknówka karmiaca młode

Bedąc na mojej wycieczce nad biebrza, w pobliżu hotelu, w którym byłem zakwaterowany jaskółka odchowywała pisklęta w gnieździe które było ulepione na drzwiach ( patrz zdjęcie) bardzo nisko. Chciałem skorzystac z okazji i zajrzeć tam moim lusterkiem, były tam cztery pisklęta! Zaczeło się zciemniać więc poszedłem juz do hotelu,zjadłem kolacje i przy okazji opowiedziałem mamie co widziałem. Była bardzo zdumiona tym co jej powiedziałem. Po kolacji próbowałem zasnąć, ale cały czas myślałem o tych jaskółkach. Zacząłem myśleć o tym kiedy one wylecą.. i z tą myśla zasnąłem. Nastepnego ranka obudziłem sie i normalnie się ubrałem, poszedłem na śniadanie, wypiłem moją ulubioną tam kawe i nagle mi się przypomniało o tych jaskółkach. Zjadłem tak na szybkiego, umyłem się, wziołęm swoją kartę gniazd i lęgów i krzycze do mamy, że idę obsrewować jaskółki, ale mama też postanowiła ze mna iść i zobaczyć to gniazdo

( wyjątkowe gniazdo). Byliśmy juz na zakręcie i sobie myślę : "juz prawie juz nie daleko". Cały drżałem z podniecenia, już byliśmy na rogu, więc szybko pobiegłem do gniazda, ale zobaczywszy to co sie tam stało stanąłem jak kłoda i przekląłem. Czułem jakby w środku mojego ciała wybuchł wulkan. Chiało mi sie wydrzec na całe gardło: "k***a!!!!", po prostu byłem cały rostrzęsiony..... Gniazdo, które obserwowałem zostało zrzucone! Szybko podbiegłem jeszcze bliżej. Och mój boże!!! Na schodach leżą takie cztery ciupiśki oj takie malutkie, puchate!!! Wziąłem je szybko do kieszeni, z trudem mi się mieściły wszystkie cztery, ale jakoś się ułożyły. Wolniutko poszedłem do mojej mamy, która stała po drugiej stronie ulicy. Mama powiedziała: " no pokaż" ja myślałem że wie o tym co się stało więc wyjąłem wszystkie pisklęta z kieszeni. Moja mama jęknęła ze zdziwienia i powiedziała: "no i co ty z nimi zrobisz, musimy je zanieśc. Zaniosłem pisklęta w torebce i papierze pod ławke i poszliśmy na miasto, a później na ptaki. Najwięcej było jaskółek, co budynek to gniazdo, były tez makolągwy a konkretnie jedna i dużo bocianów białych. Powoli wracaliśmy już do hotelu, a ja oczywiście myślałem o jaskółkach. Kiedy już byliśmy na miejscu zobaczyłem, że  w budynku obok jest gniazdo muchołówki szarej, ale ona ma już pisklęta i dość duże, bo słychać je już z daleka. No jak tam moje jaskółeczki... oo są (nie uciekły :D). Nałapałem im trochę koników polnych, tych malutkich i dałem jednemu na spróbowanie. Musiałem go trochę poszturchać, aby otworzył dziób, ale chyba jest dobrze. Po chwili drugi otworzył dziób.. o i trzeci! Zaraz wszystkie domagały się jedzenia. Niedaleko znalazłem takiego wielkiego, zielonego konika. Zabiłem go.  I zaniosłem pisklętom. Każdy dostał po jednym i już przestały reagować na moje gwałtowne ruchy ręką i nie otwierały dziobów. Chyba się najadły. To dobrze, bo właśnie zbliża się godz.15 a wtedy mieliśmy jechać do parku. Przeżyją te sześć godzin.

  Po moim powrocie jaskółki już smacznie spały, ale pojawił się kolejny problem. Po jutrze wyjeżdżamy! Przecież nie zostawię ich tutaj. Poczytałem trochę o nich i natrafiłem na takie stwierdzenie:... młode zaglądają do różnych gniazd, odwiedzają młode z sąsiedztwa, grzeją się z nimi, a nawet korzystają z przynoszonego przez rodziców pokarmu.... SĄ AKCEPTOWANE.....każde pisklę jest traktowane niemal jak własne. Skoro są  akceptowane to, dlaczego by ich nie włożyć do jakiegoś gniazda? Jutro pójdę na zwiady.

  A może tam gdzie malują ten dom? Wziąłem pisklęta ze sobą, zapytałem pana, który malował dom czy nie mógłby mi użyczyć drabiny. On się zgodził, więc poszliśmy na miejsce gdzie było gniazdo z pisklętami. Przystawiliśmy drabinę i powoli wkładaliśmy pisklęta. Wiedziałem jak i w jaki sposób jaskółki urządzają gniazda, więc wiedziałem, że się zmieszczą, oczywiście będzie trochę ciasno, ale nie aż tak żeby gniazdo się rozleciało. Poszło ostatnie czwarte. Zrobiło się trochę zamieszania, a dwie jaskółki  (już) nawet wyfrunęły z gniazda. Po chwili „moja” jaskółka znalazła się na brzegu, schyliła głowę i swoim ciepłym spojrzeniem wyraziła swoja wdzięczność, a ja w tych czarnych oczach dostrzegałem, że jaskółka wiedziała, co się stało, o co chodziło, wiedziała, że chciałem dobrze. Na pożegnanie uśmiechnąłem się lekko, (bo przecież nie będę machał jaskółce), podziękowałem panu, który mi pomógł i pomaszerowałem w kierunku hotelu, odwróciłem się na moment i zobaczywszy, że „moja” jaskółka, jako pierwsza dostała jedzenie byłem szczęśliwy. Pobiegłem do hotelu i opowiedziałem mamie, co się stało, była bardzo dumna. A jaskółki zostały uratowane! Myślę, że to właśnie było moje najszczęśliwsze wydarzenie z wakacyjnego wyjazdu! I nigdy o tym nie zapomnę.

 

 

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW